poniedziałek, 2 października 2017

Rozdział 1

Rodzeństwo Herondale zastało w jadalni Celine, Stephen'a i Amatis w trakcie dość żywej rozmowy. Dla Zuzy obecność swojej mamy na śniadaniu była dość zaskakująca, ponieważ rzadko bywała w domu Herondale'ów. Dziewczyna bardzo często widywała się z matką, ale najczęściej zdarzało się to u Amatis w domu, a teraz wszyscy jakby nigdy nic siedzieli i rozmawiali przy stole.
- Wszystko w porządku?- zapytała Zuza.
- Tak. -uspokoiła ją Amatis- Mamy wam tylko coś ważnego do powiedzenia.
- Ktoś umarł? - zapytała dziewczyna na co ojciec zmierzył ją wzrokiem, a Jace zaśmiał się cicho.
- Nie, nikt nie umarł- odparła z lekkim śmiechem Celine.
- Chciałbym wam powiedzieć...- zaczął nie pewnie ich ojciec, jakby bał się reakcji ze strony dzieci.- że jutro z samego rana wyjeżdżacie do instytutu w Nowym Jorku.
-Ahaaaa- zaczął niepewnie Jace, przeciągając samogłoski.
- Dlaczego dopiero teraz się o tym dowiadujemy? - zapytała zaczynając się lekko denerwować. Co oni knują? Coś musi być na rzeczy jeżeli mówią nam o tym tak późno. Spojrzała na brata, ale on tylko wzruszył ramionami. Czyli on też nie wie. Cudnie.
- Idźcie się spakować, jutro z samego rana zostaniecie przeniesieni przez portal do instytutu, a teraz usiądźcie.- rodzeństwo posłusznie usiadło.
                                    ***
 Resztę śniadania zarówno Zuza jak i Jace spędzili w ciszy.
Po skończonym śniadaniu oboje poszli się pakować. Spakowana już Zuza poszła do bardzo znanego jej pomieszczenia na przeciwko jej pokoju jakim był pokój Jace'a. Weszła jak zawsze bez pukania.
- Hej - powiedziała zastając brata tonącego w ubraniach.
- Hej. Ty już spakowana? - zapytał wyłaniając się z szafy.
- Tak, a ty nie?
- Yyyyyy... nie.- odpowiedział patrząc na ubrania porozwalane na podłodze.
- Czekaj, pomogę ci.- odparła, kucając obok blondyna.
- Wiesz o co może im chodzić z tym wyjazdem?- zapytała składając ubrania i wkładając je do walizki.
- Nie mam pojęcia. Myślałem, że może ty coś wiesz, ale najwyraźniej wiesz tyle co ja.
- Najwyraźniej.- mruknęła pod nosem- Ale obiecaj mi, że jak już tam dojedziemy to będziemy trzymać się razem.
- Obiecuje.
                                     *** 
Następnego ranka spakowane już rodzeństwo poszło do salonu czekając na zaprzyjaźnionego czarownika Magnusa Bane'a, który miał przenieść ich przez bramę.
- Ile można na niego czekać? Powinien już być!- zniecierpliwił się Jace.
- Spokojnie. Zaraz będzie. - uspokajała go siostra.
- Już jestem pączuszku, nie gorączkuj się tak.- usłyszeli rozbawiony głos czarownika.
- Pączuszku?!- prychnął wyraźnie zirytowany nowym określeniem Magnusa, blondyn, a jego siostra tylko zachichotała.
- Witaj Magnusie.
-Witaj biszkopciku.- odpowiedział dziewczynie czarownik, a ona tylko kątem oka zauważyła triumfalny wzrok brata.
- No dobra koniec tego dobrego, biorę się do roboty.- powiedział i zaczął tworzyć bramę. 
Zuza i Jace pożegnali się z rodziną i przeszli przez bramę trzymając się za ręce.
_____________________________________________
Witam z kolejnym rozdziałem! Jeśli się spodobał to zostaw komentarz. 😉😊

                  


2 komentarze:

  1. Zaczyna się ciekawie. Jestem szalenie ciekaw czy Jace dotrzyma obiernicy i będą się trzymać razem. Druga bardzo ważna sprawa, czy będzie nasza rudowłosa? Mam nadzieje że tak ale bez niej też jakoś przeżyje :) Ogólnie czekam na NEXT i życzę weny.
    Pozdrawiam gorąco Danko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. Co do Clary to będzie się pojawiać ale raczej z boku i również pozdrawiam.☺

      Usuń