Rozdział 3
Czytasz? Zostaw po sobie komentarz.😊
Po przyjeździe do instytutu, poznaniu mieszkańców tego miejsca i omówieniu ogólnych spraw organizacyjnych przyszedł czas na znalezienie swojego pokoju, rozpakowanie się i z niewiadomych dla Zuzy przyczyn, coś co przerażało ją nawet, kiedy o tym myślała, czyli bliższe poznanie nowego współlokatora. Dziewczyna zupełnie nie rozumiała dlaczego aż tak na to reaguje. Zawsze była bardzo pewna siebie, a teraz to się jej popsuło. Gdy otrzymała swój klucz i numerek pokoju wyruszyła na poszukiwania tego właściwego. Dostała pokój numer 54.
Po przyjeździe do instytutu, poznaniu mieszkańców tego miejsca i omówieniu ogólnych spraw organizacyjnych przyszedł czas na znalezienie swojego pokoju, rozpakowanie się i z niewiadomych dla Zuzy przyczyn, coś co przerażało ją nawet, kiedy o tym myślała, czyli bliższe poznanie nowego współlokatora. Dziewczyna zupełnie nie rozumiała dlaczego aż tak na to reaguje. Zawsze była bardzo pewna siebie, a teraz to się jej popsuło. Gdy otrzymała swój klucz i numerek pokoju wyruszyła na poszukiwania tego właściwego. Dostała pokój numer 54.
- To chyba tu - mruknęła sama do siebie przed drzwiami z numerem 54. Weszła do pokoju i ujrzała dość duże pomieszczenie z łazienką, a w nim dużą szafę, dwie komody, długie biurko, półkę na książki i dwa łóżka: pierwsze wąskie, pojedyńcze po lewej stronie, a drugie podwójne po prawej. Ściany zostały pomalowane na jasny szaroniebieski kolor, a podłoga była wyłożona bardzo jasnymi, panelami. Ku jej uciesze nie było tam nikogo.
Zaczęła się rozpakowywać. Już kończyła rozpakowywanie pierwszej walizki kiedy drzwi się otworzyły, a w nich stanął Jonathan, opierając się o framugę.
- Hej. Co ty tu robisz? - zapytał Jonathan
- Yyyyy... mieszkam?- odparła patrząc na niego jak na idiotę.
- Aha. Myślałem, że będziesz mieszkać z Jace'em.
- Ja też. - prychnęła w odpowiedzi.
- Które chcesz łóżko?- zapytał z cieniem nadziei na to, że niebieskooka wybierze jednoosobowe, wąskie łóżko. No to się rozczarujesz. Pomyślała.
- To - powiedziała z wrednym uśmieszkiem, wskazując na to stojące po prawej stronie.
- Liczyłem, że wybierzesz jednak to drugie, ale no cóż.- westchnął chłopak.
- No to się przeliczyłeś. - odpowiedziała z chytrym uśmiechem Zuza.
***
Kiedy wszystkie rzeczy z walizek znalazły swoje miejsce w nowym pokoju Zuzy, dziewczyna postanowiła zadzwonić do swojej najlepszej przyjaciółki mieszkającej w Nowym Jorku. Obie dość długo się nie widziały zważywszy na dzielącą ich odległość. Zuza wybrała numer do Lois, która odebrała po trzech sygnałach.
- Lois Hayashi, o co chodzi? - odezwał się znajomy głos Lois.
- Cześć, Lois! - wykrzyknęła Zuza przez co Jonathan siedzący na łóżku po drugiej stronie pokoju spojrzał na nią jak na obłąkaną, a ona tylko wzruszyła ramionami.
- Zuza?! Hej!
- Robisz coś ważnego?
- Nie, a dlaczego pytasz?
- Skoro nic nie robisz to co powiesz na kawę za godzinę? - zapytała Zuza.
- Brzmi świetne . Za godzinę w Taki? - zapytała Lois.
- Yyyyy... W Taki? Byłoby super gdybym wiedziała gdzie to jest.- odparła dziewczyna.
- Racja . Ale jestem głupia. Ty nie znasz Nowego Jorku.- powiedziała Lois.
- W rzeczy samej.
- A tak właściwie to gdzie ty jesteś? - zapytała lekko zirytowana Lois.
- A to, to już zupełnie inna historia.- odpowiedziała Zuza.
-Okeeej- odpowiedziała Lois przeciągając samogłoski.
- No dobra powiem ci tylko nie krzycz.
- Ok.
- A więc... Yyyyy... Przeprowadziłam się z Jace'em do instytutu w Nowym Jorku.- powiedziała z prędkością światła Zuza, a po chwili krzyknęła słysząc pisk przyjaciółki.
- Ałaa, mówiłam, że masz nie krzyczeć!
- Wybacz, ale nie mogłam się powstrzymać.
- Dobra ale jak się okaże, że mam coś z uchem to będzie twoja wina.- prychnęła zirytowana zachowaniem Lois.
- Och, nie przesadzaj.
- No to co, za godzinę przed instytutem?- zapytała brązowowłosa.
- Ok. Papa.
-Pa - odpowiedziała i się rozłączyła.
- A ty z czego się śmiejesz?! - krzyknęła zirytowana na Jonathan'a zwijającego się ze śmiechu na łóżku po drugiej stronie pokoju.
- Z ciebie. - odpowiedział krótko, dalej się śmiejąc.
- Faceci- mruknęła pod nosem i poszła do łazienki wziąć prysznic.
Po wyjściu z łazienki Zuza zrobiła lekki makijaż i rozczesała włosy. Miała na sobie czarne, jensowe spodnie, szarą koszulkę, skurzaną kurtkę, torebkę , do której włożyła dwa sztylety i stelle, a do tego czarne, sznurowane botki na obcasie. Wzieła że sobą jeszcze dwa serafickie ostrza, dla bezpieczeństwa.
- Dobra, idę. Jakby mój młodszy nadopiekuńczy braciszek jakimś cudem tu przyszedł to powiedz mu, że poszłam z Lois do... - urwała udając, że się nad czymś zastanawia.- w sumie to sama nie wiem i wrócę jak wrócę.
- Jace jest twoim młodszym bratem? - zapytał Jonathan.
- Tak, a co?- zapytała od niechcenia dziewczyna.
- Nic. Myślałem, że on jest starszy...- urwał poczym dodał.- Okej, idź już bo się spóźnisz.
- Dobra, to pa!- powiedziała w pół kroku.
- Pa!- odpowiedział jej chłopak.
***
Lois czekała już przed instytutem od 20 minut, kiedy Zuza nareszcie wyszła z instytutu i obie rzuciły się sobie w obięcia.
- To gdzie idziemy?- zapytała Zuza.
- Do Taki, chodź.- odpowiedziała Lois
Po chwili siedziały już przy stoliku w Taki i zamawiały kawę.
- No opowiadaj co u ciebie! - powiedziała Zuza.
- U mnie jak zwykle polowania, wykłady Raphael'a o tym, że jak będziemy atakować kogo popadnie to się źle skończy itd. Lepiej opowiadaj co u ciebie. Jak to się stało, że tu mieszkasz?- zapytała zniecierpliwiona dziewczyna.
- No cóż... Najpierw Jace obudził mnie na jakieś dziwne " wspólne śniadanie"- zaczęła brązowowłosa robiąc cudzysłów w powietrzu.- Powiedział, że mam się ładnie ubrać, a potem dostał poduszką w twarz, ale mniejsza z tym. Jak zeszłam na śniadanie to okazało się, że mają nam coś ważnego do powiedzenia. Była tam nawet moja mama! Najpierw myślałam, że ktoś umarł, a potem powiedzieli nam, że wyjeżdżamy. Nie wiem o co im może chodzić. Kazali nam z dnia na dzień się spakować, a rano Magnus otworzył nam portal. To tak w skrócie.- opowiedziała żywo gestykulując rękami Zuza.
- Wow. Grubo.- odpowiedziała czarnowłosa.
- Macie pojedyńcze czy podwójne pokoje?- zapytała Lois.
- Podwójne. Niestety.- odparła Zuza.
- Z Jace...- zaczęła Lois ale niebieskooka jej przerwała.
- Nie.
- Jak to?!- prawie krzyknęła Lois
- Zapytaj mojego kochanego braciszka- odpowiedziała dziewczyna wkładając w to zdanie tyle sarkazmu ile tylko mogła.
- Kim jest ta szczęściara?- zapytała entuzjastycznie czarnowłosa.
- Szczęściarz jeśli już, a poza tym...- zaczęła Zuza, ale dziewczyna jej przerwała.
- On?!- wykrzyknęła tak głośno, że wszyscy zgromadzeni spojrzeli w ich stronę.
- Ciszej- syknęła Zuza.
- I tak,on, a poza tym to dlaczego miałby być szczęściarzem?- dodała widząc wyczekujące spojrzenie koleżanki.
- Oj nie ważne- odpowiedziała z chytrym uśmiechem na twarzy.
- Jak się nazywa? Jest przystojny? Albo miły, jest miły czy raczej jest świnią? Dobrze walczy czy raczej jak jakaś ciapa?- zasypywała ją pytaniami Lois.
- Stop! Nazywa się Jonathan Morgenstern, jest z Idrysu jak ja. Przyjechał tu z siostrą tak w sumie to nie wiem w jakim celu. Tyle ci wystarczy?- opisała chłopaka i zapytała dziewczynę z cieniem nadziei w oczach na to, że nie zapyta o nic więcej. Nie mogła się bardziej pomylić.
- No chyba sobie żartujesz. Oczywiście, że tyle nie wystarczy.- wyśmiała ją dziewczyna.
- Ugh... No niech ci będzie. Więc co chcesz wiedzieć?- zapytała niepewnie dziewczyna coraz bardziej bojąc się pytań swojej przyjaciółki.
- Na pewno chcę wiedzieć jak wygląda.- powiedziała Lois szeroko się uśmiechając.
- Jest wysoki, ma prawie białe włosy, zielone oczy, wyraźne kości policzkowe... Coś jeszcze?- zapytała zirytowana nadmierną jej zdaniem ciekawością przyjaciółki. Po jej odpowiedzi nastała niezręczna cisza.
- Podoba ci się?- wypaliła nagle Lois, a Zuza zakrztusiła się kawą, którą aktualnie piła, a Lois wybuchła śmiechem.
- Co?! Oczywiście, że nie! - krzyknęła Zuza, gdy w końcu przestała się krztusić. Znowu wszyscy spojrzeli się na przyjaciółki, a one tylko spojrzały po sobie, szybko zapłaciły rachunek i wyszły z knajpy. Gdy tylko wyszły z budynku obie wybuchły śmiechem. Gdy się uspokoiły postanowiły iść do parku, a potem do centrum handlowego.
***
Było już dość późno, kiedy do Lois zadzwonił Raphael, aby wracała do hotelu Dumort.
- Na pewno sama trafisz- zapytała po raz kolejny Lois.
- Tak. Mówiłam ci już. W końcu jestem Nocną Łowczynią.- powiedziała Zuza i posłała jej szeroki uśmiech.
- Dobra, to ja lece. Pa! - powiedziała Lois.
- Pa!- powiedziała Zuza, a po chwili jej przyjaciółka zniknęła jej z oczu.
Zuza wypaliła sobie kilka run, na wszelki wypadek. Dziewczyna postanowiła iść przez park przez co szła już jakiś czas. Odkąd Zuza wyszła z parku czuła, że ktoś ją śledzi. Gdy po dłuższym czasie ciągle była śledzona postanowiła działać. Skręciła szybko w zaułek i przygotowała się do ataku. Wyjęła serafickie ostrza i zaczęła atakować napastnika, który okazał się demonem. Po chwili nocna łowczyni został otoczona czterema demonami. Zaczęła się walka. Dziewczyna cięła demony serafickimi ostrzami. Jeden z demonów niespodziewanie zaatakował ją od tyłu. Zrobiła unik, ale niewystarczająco szybko by uniknąć ciosu demona, który przeciął jej skórę na ramieniu i policzku. Wbiła w niego serafickie ostrze, a stwór po chwili zniknął. Następnego trafiła sztyletem i rozpłynął się w powietrzu. Dwa ostatnie zabiła wbijając im ostrze w samo serce. Wyszła z zaułka z lekko zranionym policzkiem i rozoranym ramieniem. Jej ubranie było w niektórych miejscach rozdarte i całe zakrwawione. Zuza nie miała czasu wypalić sobie runy leczącej, ponieważ w każdej chwili mogło pojawić się więcej demonów. Gdy dotarła do instytutu było już grubo po północy. Niebieskooka modliła się w duchu, aby nie spotkać nikogo w drodze do pokoju. Wjechała windą i udała się do swojego pokoju. Na jej szczęście nikogo nie spotkała w drodze do swojej sypialni. Kiedy weszła do pomieszczenia było ciemno. To dobrze. Jonathan pewnie śpi. Pomyślała. Niestety pomyliła się. Po kilku sekundach w pokoju rozbłysło światło i ujrzała Jonathan'a leżącego z zamkniętymi oczami na łóżku. Trzymał w ręku kamień runiczny. Zuza miała nadzieję dojść do łazienki zanim chłopak postanowi otworzyć oczy.
- Wiesz, że właśnie zamierzałem iść spać? U was to wrodzone, że budzicie kogoś zawszę wtedy, kiedy akurat zamierza spać?- zapytał Jonathan z wyrzutem. I otworzył oczy aby na nią spojrzeć. No i jestem ugotowana... Pomyślała. A chłopak poderwał się natychmiast z łóżka, gdy zobaczył ją w całej okazałości.
- Co ci się stało?- zapytał i zaczął oglądać jej ranę na ramieniu.
- Powiem ci jeśli przysięgniesz na anioła, że mój brat się o tym nie dowie.-powiedziała i syknęła z bólu, kiedy białowłosy dotknął rany.
- Niech będzie, ale dlaczego miałby się nie dowiedzieć?- zapytał patrząc jej w oczy.
- Jeśli się dowie zaczną się niepotrzebnie pytania, wywody i dowie się cała moja rodzinka, a to mi nie jest potrzebne.
- Jak chcesz.- powiedział i zaczął mówić słowa przysięgi, poczym przyłożył stelle do jej skóry, rysując iratze.
- A więc do Lois zadzwonił Raphael, że musi wracać do Dumort. Chciała iść ze mną, ale stwierdziłam, że sobie poradzę sama. Poszłam przez park, jak wychodziłam złapałam ogon. Nie odczepili się więc skręciłam w załułek, a tam otoczyły mnie cztery demony. Jeden zaatakował mnie od tyłu i drasnął w ramie. Zabiłam je i wróciłam do instytutu. To tyle. - powiedziała i wzruszyła ramionami.
- Drasnął cię w ramie?!- zapytał lekko wkurzony Jonathan.
- Dziewczyno, masz rozorane ramię!- krzyknął na nią Jonathan.
- To tylko draśnięcie. Chyba nigdy nie widziałeś rozoranej skóry.- powiedziała mu zaczynając się już naprawdę wkurzać.
- A to co mam na ramieniu to lekka rana! To co mam na plecach zostało mi pa prawdziwym rozoraniu !- krzyknęła Zuza i pokazała chłopakowi okropną bliznę ciągnącą się wzdłuż kręgosłupa. Gdy przejechał po bliźnie palcem dziewczyna ledwo słyszalnie syknęła z bólu, ale Jonathan to usłyszał.
- Nadal boli? Skąd ja masz? - zapytał delikatnie Jonathan, jakby cała złość w jednej chwili wyparowała.
- Nie chcę o tym mówić.- powiedziała Zuza .
- Wiesz, że możesz mi zaufać?- zapytał Jonathan.
- Teraz już tak.- odpowiedziała cicho ale na tyle głośno by ją usłyszał.
- Dziękuję. - powiedziała dziewczyna, a Jonathan ją przytulił.
- Nie ma za co.- odpowiedział, a Zuza oddała uścisk.
_____________________________________________
Oto i nowy rozdział. Mam nadzieję, że się spodobał. Rozdziały będą się pojawiać mniej więcej raz w tygodniu.
Kiedy wszystkie rzeczy z walizek znalazły swoje miejsce w nowym pokoju Zuzy, dziewczyna postanowiła zadzwonić do swojej najlepszej przyjaciółki mieszkającej w Nowym Jorku. Obie dość długo się nie widziały zważywszy na dzielącą ich odległość. Zuza wybrała numer do Lois, która odebrała po trzech sygnałach.
- Lois Hayashi, o co chodzi? - odezwał się znajomy głos Lois.
- Cześć, Lois! - wykrzyknęła Zuza przez co Jonathan siedzący na łóżku po drugiej stronie pokoju spojrzał na nią jak na obłąkaną, a ona tylko wzruszyła ramionami.
- Zuza?! Hej!
- Robisz coś ważnego?
- Nie, a dlaczego pytasz?
- Skoro nic nie robisz to co powiesz na kawę za godzinę? - zapytała Zuza.
- Brzmi świetne . Za godzinę w Taki? - zapytała Lois.
- Yyyyy... W Taki? Byłoby super gdybym wiedziała gdzie to jest.- odparła dziewczyna.
- Racja . Ale jestem głupia. Ty nie znasz Nowego Jorku.- powiedziała Lois.
- W rzeczy samej.
- A tak właściwie to gdzie ty jesteś? - zapytała lekko zirytowana Lois.
- A to, to już zupełnie inna historia.- odpowiedziała Zuza.
-Okeeej- odpowiedziała Lois przeciągając samogłoski.
- No dobra powiem ci tylko nie krzycz.
- Ok.
- A więc... Yyyyy... Przeprowadziłam się z Jace'em do instytutu w Nowym Jorku.- powiedziała z prędkością światła Zuza, a po chwili krzyknęła słysząc pisk przyjaciółki.
- Ałaa, mówiłam, że masz nie krzyczeć!
- Wybacz, ale nie mogłam się powstrzymać.
- Dobra ale jak się okaże, że mam coś z uchem to będzie twoja wina.- prychnęła zirytowana zachowaniem Lois.
- Och, nie przesadzaj.
- No to co, za godzinę przed instytutem?- zapytała brązowowłosa.
- Ok. Papa.
-Pa - odpowiedziała i się rozłączyła.
- A ty z czego się śmiejesz?! - krzyknęła zirytowana na Jonathan'a zwijającego się ze śmiechu na łóżku po drugiej stronie pokoju.
- Z ciebie. - odpowiedział krótko, dalej się śmiejąc.
- Faceci- mruknęła pod nosem i poszła do łazienki wziąć prysznic.
Po wyjściu z łazienki Zuza zrobiła lekki makijaż i rozczesała włosy. Miała na sobie czarne, jensowe spodnie, szarą koszulkę, skurzaną kurtkę, torebkę , do której włożyła dwa sztylety i stelle, a do tego czarne, sznurowane botki na obcasie. Wzieła że sobą jeszcze dwa serafickie ostrza, dla bezpieczeństwa.
- Dobra, idę. Jakby mój młodszy nadopiekuńczy braciszek jakimś cudem tu przyszedł to powiedz mu, że poszłam z Lois do... - urwała udając, że się nad czymś zastanawia.- w sumie to sama nie wiem i wrócę jak wrócę.
- Jace jest twoim młodszym bratem? - zapytał Jonathan.
- Tak, a co?- zapytała od niechcenia dziewczyna.
- Nic. Myślałem, że on jest starszy...- urwał poczym dodał.- Okej, idź już bo się spóźnisz.
- Dobra, to pa!- powiedziała w pół kroku.
- Pa!- odpowiedział jej chłopak.
***
Lois czekała już przed instytutem od 20 minut, kiedy Zuza nareszcie wyszła z instytutu i obie rzuciły się sobie w obięcia.
- To gdzie idziemy?- zapytała Zuza.
- Do Taki, chodź.- odpowiedziała Lois
Po chwili siedziały już przy stoliku w Taki i zamawiały kawę.
- No opowiadaj co u ciebie! - powiedziała Zuza.
- U mnie jak zwykle polowania, wykłady Raphael'a o tym, że jak będziemy atakować kogo popadnie to się źle skończy itd. Lepiej opowiadaj co u ciebie. Jak to się stało, że tu mieszkasz?- zapytała zniecierpliwiona dziewczyna.
- No cóż... Najpierw Jace obudził mnie na jakieś dziwne " wspólne śniadanie"- zaczęła brązowowłosa robiąc cudzysłów w powietrzu.- Powiedział, że mam się ładnie ubrać, a potem dostał poduszką w twarz, ale mniejsza z tym. Jak zeszłam na śniadanie to okazało się, że mają nam coś ważnego do powiedzenia. Była tam nawet moja mama! Najpierw myślałam, że ktoś umarł, a potem powiedzieli nam, że wyjeżdżamy. Nie wiem o co im może chodzić. Kazali nam z dnia na dzień się spakować, a rano Magnus otworzył nam portal. To tak w skrócie.- opowiedziała żywo gestykulując rękami Zuza.
- Wow. Grubo.- odpowiedziała czarnowłosa.
- Macie pojedyńcze czy podwójne pokoje?- zapytała Lois.
- Podwójne. Niestety.- odparła Zuza.
- Z Jace...- zaczęła Lois ale niebieskooka jej przerwała.
- Nie.
- Jak to?!- prawie krzyknęła Lois
- Zapytaj mojego kochanego braciszka- odpowiedziała dziewczyna wkładając w to zdanie tyle sarkazmu ile tylko mogła.
- Kim jest ta szczęściara?- zapytała entuzjastycznie czarnowłosa.
- Szczęściarz jeśli już, a poza tym...- zaczęła Zuza, ale dziewczyna jej przerwała.
- On?!- wykrzyknęła tak głośno, że wszyscy zgromadzeni spojrzeli w ich stronę.
- Ciszej- syknęła Zuza.
- I tak,on, a poza tym to dlaczego miałby być szczęściarzem?- dodała widząc wyczekujące spojrzenie koleżanki.
- Oj nie ważne- odpowiedziała z chytrym uśmiechem na twarzy.
- Jak się nazywa? Jest przystojny? Albo miły, jest miły czy raczej jest świnią? Dobrze walczy czy raczej jak jakaś ciapa?- zasypywała ją pytaniami Lois.
- Stop! Nazywa się Jonathan Morgenstern, jest z Idrysu jak ja. Przyjechał tu z siostrą tak w sumie to nie wiem w jakim celu. Tyle ci wystarczy?- opisała chłopaka i zapytała dziewczynę z cieniem nadziei w oczach na to, że nie zapyta o nic więcej. Nie mogła się bardziej pomylić.
- No chyba sobie żartujesz. Oczywiście, że tyle nie wystarczy.- wyśmiała ją dziewczyna.
- Ugh... No niech ci będzie. Więc co chcesz wiedzieć?- zapytała niepewnie dziewczyna coraz bardziej bojąc się pytań swojej przyjaciółki.
- Na pewno chcę wiedzieć jak wygląda.- powiedziała Lois szeroko się uśmiechając.
- Jest wysoki, ma prawie białe włosy, zielone oczy, wyraźne kości policzkowe... Coś jeszcze?- zapytała zirytowana nadmierną jej zdaniem ciekawością przyjaciółki. Po jej odpowiedzi nastała niezręczna cisza.
- Podoba ci się?- wypaliła nagle Lois, a Zuza zakrztusiła się kawą, którą aktualnie piła, a Lois wybuchła śmiechem.
- Co?! Oczywiście, że nie! - krzyknęła Zuza, gdy w końcu przestała się krztusić. Znowu wszyscy spojrzeli się na przyjaciółki, a one tylko spojrzały po sobie, szybko zapłaciły rachunek i wyszły z knajpy. Gdy tylko wyszły z budynku obie wybuchły śmiechem. Gdy się uspokoiły postanowiły iść do parku, a potem do centrum handlowego.
***
Było już dość późno, kiedy do Lois zadzwonił Raphael, aby wracała do hotelu Dumort.
- Na pewno sama trafisz- zapytała po raz kolejny Lois.
- Tak. Mówiłam ci już. W końcu jestem Nocną Łowczynią.- powiedziała Zuza i posłała jej szeroki uśmiech.
- Dobra, to ja lece. Pa! - powiedziała Lois.
- Pa!- powiedziała Zuza, a po chwili jej przyjaciółka zniknęła jej z oczu.
Zuza wypaliła sobie kilka run, na wszelki wypadek. Dziewczyna postanowiła iść przez park przez co szła już jakiś czas. Odkąd Zuza wyszła z parku czuła, że ktoś ją śledzi. Gdy po dłuższym czasie ciągle była śledzona postanowiła działać. Skręciła szybko w zaułek i przygotowała się do ataku. Wyjęła serafickie ostrza i zaczęła atakować napastnika, który okazał się demonem. Po chwili nocna łowczyni został otoczona czterema demonami. Zaczęła się walka. Dziewczyna cięła demony serafickimi ostrzami. Jeden z demonów niespodziewanie zaatakował ją od tyłu. Zrobiła unik, ale niewystarczająco szybko by uniknąć ciosu demona, który przeciął jej skórę na ramieniu i policzku. Wbiła w niego serafickie ostrze, a stwór po chwili zniknął. Następnego trafiła sztyletem i rozpłynął się w powietrzu. Dwa ostatnie zabiła wbijając im ostrze w samo serce. Wyszła z zaułka z lekko zranionym policzkiem i rozoranym ramieniem. Jej ubranie było w niektórych miejscach rozdarte i całe zakrwawione. Zuza nie miała czasu wypalić sobie runy leczącej, ponieważ w każdej chwili mogło pojawić się więcej demonów. Gdy dotarła do instytutu było już grubo po północy. Niebieskooka modliła się w duchu, aby nie spotkać nikogo w drodze do pokoju. Wjechała windą i udała się do swojego pokoju. Na jej szczęście nikogo nie spotkała w drodze do swojej sypialni. Kiedy weszła do pomieszczenia było ciemno. To dobrze. Jonathan pewnie śpi. Pomyślała. Niestety pomyliła się. Po kilku sekundach w pokoju rozbłysło światło i ujrzała Jonathan'a leżącego z zamkniętymi oczami na łóżku. Trzymał w ręku kamień runiczny. Zuza miała nadzieję dojść do łazienki zanim chłopak postanowi otworzyć oczy.
- Wiesz, że właśnie zamierzałem iść spać? U was to wrodzone, że budzicie kogoś zawszę wtedy, kiedy akurat zamierza spać?- zapytał Jonathan z wyrzutem. I otworzył oczy aby na nią spojrzeć. No i jestem ugotowana... Pomyślała. A chłopak poderwał się natychmiast z łóżka, gdy zobaczył ją w całej okazałości.
- Co ci się stało?- zapytał i zaczął oglądać jej ranę na ramieniu.
- Powiem ci jeśli przysięgniesz na anioła, że mój brat się o tym nie dowie.-powiedziała i syknęła z bólu, kiedy białowłosy dotknął rany.
- Niech będzie, ale dlaczego miałby się nie dowiedzieć?- zapytał patrząc jej w oczy.
- Jeśli się dowie zaczną się niepotrzebnie pytania, wywody i dowie się cała moja rodzinka, a to mi nie jest potrzebne.
- Jak chcesz.- powiedział i zaczął mówić słowa przysięgi, poczym przyłożył stelle do jej skóry, rysując iratze.
- A więc do Lois zadzwonił Raphael, że musi wracać do Dumort. Chciała iść ze mną, ale stwierdziłam, że sobie poradzę sama. Poszłam przez park, jak wychodziłam złapałam ogon. Nie odczepili się więc skręciłam w załułek, a tam otoczyły mnie cztery demony. Jeden zaatakował mnie od tyłu i drasnął w ramie. Zabiłam je i wróciłam do instytutu. To tyle. - powiedziała i wzruszyła ramionami.
- Drasnął cię w ramie?!- zapytał lekko wkurzony Jonathan.
- Dziewczyno, masz rozorane ramię!- krzyknął na nią Jonathan.
- To tylko draśnięcie. Chyba nigdy nie widziałeś rozoranej skóry.- powiedziała mu zaczynając się już naprawdę wkurzać.
- A to co mam na ramieniu to lekka rana! To co mam na plecach zostało mi pa prawdziwym rozoraniu !- krzyknęła Zuza i pokazała chłopakowi okropną bliznę ciągnącą się wzdłuż kręgosłupa. Gdy przejechał po bliźnie palcem dziewczyna ledwo słyszalnie syknęła z bólu, ale Jonathan to usłyszał.
- Nadal boli? Skąd ja masz? - zapytał delikatnie Jonathan, jakby cała złość w jednej chwili wyparowała.
- Nie chcę o tym mówić.- powiedziała Zuza .
- Wiesz, że możesz mi zaufać?- zapytał Jonathan.
- Teraz już tak.- odpowiedziała cicho ale na tyle głośno by ją usłyszał.
- Dziękuję. - powiedziała dziewczyna, a Jonathan ją przytulił.
- Nie ma za co.- odpowiedział, a Zuza oddała uścisk.
_____________________________________________
Oto i nowy rozdział. Mam nadzieję, że się spodobał. Rozdziały będą się pojawiać mniej więcej raz w tygodniu.
No rozdział fajny ale taka mała uwaga, na tym tle źls się czyta zlewają się kolory trochę. W ogóle nie pogardziłbym perspektywą Jace'a to byłoby ciekawe
OdpowiedzUsuńDzięki, na pewno poprawię. 😊
Usuń