poniedziałek, 30 października 2017

Ważne!

Chciałabym was poinformować o zamknięciu tego bloga. Przyczyną mojej decyzji było to, że nie do końca przemyślałam ten pomysł.
Myślę, że niedługo na wattpadzie pojawi się podobna historia. Znajdzie się tam bardziej przemyślana fabuła i mam nadzieję, że znajdę tam też kilku czytelników. Blog nie zostanie usunięty, głównie przez mój sentyment do niego, ale nie będą tu już zamieszczane posty. Dziękuję wszystkim osobą choć było ich nie wiele, które poświęciły czas na przeczytanie. Żegnam się z wami. 😉😉

wtorek, 10 października 2017

Rozdział 3

Czytasz? Zostaw po sobie komentarz.😊

Po przyjeździe do instytutu, poznaniu mieszkańców tego miejsca i omówieniu ogólnych spraw organizacyjnych przyszedł czas na znalezienie swojego pokoju, rozpakowanie się i z niewiadomych dla Zuzy przyczyn, coś co przerażało ją nawet, kiedy o tym myślała, czyli bliższe poznanie nowego współlokatora. Dziewczyna zupełnie nie rozumiała dlaczego aż tak na to reaguje. Zawsze była bardzo pewna siebie, a teraz to się jej popsuło. Gdy otrzymała swój klucz i numerek pokoju wyruszyła na poszukiwania tego właściwego. Dostała pokój numer 54.
- To chyba tu - mruknęła sama do siebie przed drzwiami z numerem 54. Weszła do pokoju i  ujrzała dość duże pomieszczenie z łazienką, a w nim dużą szafę, dwie komody, długie biurko, półkę na książki i dwa łóżka: pierwsze wąskie, pojedyńcze po lewej stronie, a drugie podwójne po prawej. Ściany zostały pomalowane na jasny szaroniebieski kolor, a podłoga była wyłożona bardzo jasnymi, panelami. Ku jej uciesze nie było tam nikogo.
Zaczęła się rozpakowywać. Już kończyła rozpakowywanie pierwszej walizki kiedy drzwi się otworzyły, a w nich stanął Jonathan, opierając się o framugę.
- Hej. Co ty tu robisz? - zapytał Jonathan 
- Yyyyy... mieszkam?- odparła patrząc na niego jak na idiotę.
- Aha. Myślałem, że będziesz mieszkać z Jace'em.
- Ja też. - prychnęła w odpowiedzi.
- Które chcesz łóżko?- zapytał z cieniem nadziei na to, że niebieskooka wybierze jednoosobowe, wąskie łóżko. No to się rozczarujesz. Pomyślała.
- To - powiedziała z wrednym uśmieszkiem, wskazując na to stojące po prawej stronie.
- Liczyłem, że wybierzesz jednak to drugie, ale no cóż.- westchnął chłopak.
- No to się przeliczyłeś. - odpowiedziała z chytrym uśmiechem Zuza.
                                  ***
Kiedy wszystkie rzeczy z walizek znalazły swoje miejsce w nowym pokoju Zuzy, dziewczyna postanowiła zadzwonić do swojej najlepszej przyjaciółki mieszkającej w Nowym Jorku. Obie dość długo się nie widziały zważywszy na dzielącą ich odległość. Zuza wybrała numer do Lois, która odebrała po trzech sygnałach.
- Lois Hayashi, o co chodzi? - odezwał się znajomy głos Lois.
- Cześć, Lois! - wykrzyknęła Zuza przez co Jonathan siedzący na łóżku po drugiej stronie pokoju spojrzał na nią jak na obłąkaną, a ona tylko wzruszyła ramionami.
- Zuza?! Hej!
- Robisz coś ważnego?
- Nie, a dlaczego pytasz?
- Skoro nic nie robisz to co powiesz na kawę za godzinę? - zapytała Zuza.
- Brzmi świetne . Za godzinę w Taki? - zapytała Lois.
- Yyyyy... W Taki? Byłoby super gdybym wiedziała gdzie to jest.- odparła dziewczyna.
- Racja . Ale jestem głupia. Ty nie znasz Nowego Jorku.- powiedziała Lois.
- W rzeczy samej.
- A tak właściwie to gdzie ty jesteś? - zapytała lekko zirytowana Lois.
- A to, to już zupełnie inna historia.- odpowiedziała Zuza.
-Okeeej- odpowiedziała Lois przeciągając samogłoski.
- No dobra powiem ci tylko nie krzycz.
- Ok.
- A więc... Yyyyy... Przeprowadziłam się z Jace'em do instytutu w Nowym Jorku.- powiedziała z prędkością światła Zuza, a po chwili krzyknęła słysząc pisk przyjaciółki.
-  Ałaa, mówiłam, że masz nie krzyczeć!
- Wybacz, ale nie mogłam się powstrzymać.
- Dobra ale jak się okaże, że mam coś z uchem to będzie twoja wina.- prychnęła zirytowana zachowaniem Lois.
- Och, nie przesadzaj.
- No to co, za godzinę przed instytutem?- zapytała brązowowłosa.
- Ok. Papa.
-Pa - odpowiedziała i się rozłączyła.
- A ty z czego się śmiejesz?! - krzyknęła zirytowana na Jonathan'a zwijającego się ze śmiechu na łóżku po drugiej stronie pokoju.
- Z ciebie. - odpowiedział krótko, dalej się śmiejąc.
- Faceci- mruknęła pod nosem i poszła do łazienki wziąć prysznic.
Po wyjściu z łazienki Zuza zrobiła lekki makijaż i rozczesała włosy. Miała na sobie czarne, jensowe spodnie, szarą koszulkę, skurzaną kurtkę, torebkę , do której włożyła dwa sztylety i stelle, a do tego czarne, sznurowane botki na obcasie. Wzieła że sobą jeszcze dwa serafickie ostrza, dla bezpieczeństwa.
- Dobra, idę. Jakby mój młodszy nadopiekuńczy braciszek jakimś cudem tu przyszedł to powiedz mu, że poszłam z Lois do... - urwała udając, że się nad czymś zastanawia.- w sumie to sama nie wiem i wrócę jak wrócę.
- Jace jest twoim młodszym bratem? - zapytał Jonathan.
- Tak, a co?- zapytała od niechcenia dziewczyna.
- Nic. Myślałem, że on jest starszy...- urwał poczym dodał.- Okej, idź już bo się spóźnisz.
- Dobra, to pa!- powiedziała w pół kroku.
- Pa!- odpowiedział jej chłopak.
                                    ***
Lois czekała już przed instytutem od 20 minut, kiedy Zuza nareszcie wyszła z instytutu i obie rzuciły się sobie w obięcia.
- To gdzie idziemy?- zapytała Zuza.
- Do Taki, chodź.- odpowiedziała Lois
Po chwili siedziały już przy stoliku w Taki i zamawiały kawę.
- No opowiadaj co u ciebie! - powiedziała Zuza.
- U mnie jak zwykle polowania, wykłady Raphael'a o tym, że jak będziemy atakować kogo popadnie to się źle skończy itd. Lepiej opowiadaj co u ciebie. Jak to się stało, że tu mieszkasz?- zapytała zniecierpliwiona dziewczyna.
- No cóż... Najpierw Jace obudził mnie na jakieś dziwne " wspólne śniadanie"- zaczęła brązowowłosa robiąc cudzysłów w powietrzu.-  Powiedział, że mam się ładnie ubrać, a potem dostał poduszką w twarz, ale mniejsza z tym. Jak zeszłam na śniadanie to okazało się, że mają nam coś ważnego do powiedzenia. Była tam nawet moja mama! Najpierw myślałam, że ktoś umarł, a potem powiedzieli nam, że wyjeżdżamy. Nie wiem o co im może chodzić. Kazali nam z dnia na dzień się spakować, a rano Magnus otworzył nam portal. To tak w skrócie.- opowiedziała żywo gestykulując rękami Zuza.
- Wow. Grubo.- odpowiedziała czarnowłosa.
- Macie pojedyńcze czy podwójne pokoje?- zapytała Lois.
- Podwójne. Niestety.- odparła Zuza.
- Z Jace...- zaczęła Lois ale niebieskooka jej przerwała.
- Nie.
- Jak to?!- prawie krzyknęła Lois
- Zapytaj mojego kochanego braciszka- odpowiedziała dziewczyna wkładając w to zdanie tyle sarkazmu ile tylko mogła.
- Kim jest ta szczęściara?- zapytała entuzjastycznie czarnowłosa.
- Szczęściarz jeśli już, a poza tym...- zaczęła Zuza, ale dziewczyna jej przerwała.
- On?!- wykrzyknęła tak głośno, że wszyscy zgromadzeni spojrzeli w ich stronę.
- Ciszej- syknęła Zuza.
- I tak,on, a poza tym to dlaczego miałby być szczęściarzem?- dodała widząc wyczekujące spojrzenie koleżanki.
- Oj nie ważne- odpowiedziała z chytrym uśmiechem na twarzy.
- Jak się nazywa? Jest przystojny? Albo miły, jest miły czy raczej jest świnią? Dobrze walczy czy raczej jak jakaś ciapa?- zasypywała ją pytaniami Lois.
- Stop! Nazywa się Jonathan Morgenstern, jest z Idrysu jak ja. Przyjechał tu z siostrą tak w sumie to nie wiem w jakim celu. Tyle ci wystarczy?- opisała chłopaka i zapytała dziewczynę z cieniem nadziei w oczach na to, że nie zapyta o nic więcej. Nie mogła się bardziej pomylić.
- No chyba sobie żartujesz. Oczywiście, że tyle nie wystarczy.- wyśmiała ją dziewczyna.
- Ugh... No niech ci będzie. Więc co chcesz wiedzieć?- zapytała niepewnie dziewczyna coraz bardziej bojąc się pytań swojej przyjaciółki.
- Na pewno chcę wiedzieć jak wygląda.- powiedziała Lois szeroko się uśmiechając.
- Jest wysoki, ma prawie białe włosy, zielone oczy, wyraźne kości policzkowe... Coś jeszcze?- zapytała zirytowana nadmierną jej zdaniem ciekawością przyjaciółki. Po jej odpowiedzi nastała niezręczna cisza.
-  Podoba ci się?- wypaliła nagle Lois, a Zuza zakrztusiła się kawą, którą aktualnie piła, a Lois wybuchła śmiechem.
- Co?! Oczywiście, że nie! - krzyknęła Zuza, gdy w końcu przestała się krztusić. Znowu wszyscy spojrzeli się na przyjaciółki, a one tylko spojrzały po sobie, szybko zapłaciły rachunek i wyszły z knajpy. Gdy tylko wyszły z budynku obie wybuchły śmiechem. Gdy się uspokoiły postanowiły iść do parku, a potem do centrum handlowego.
                                     ***
Było już dość późno, kiedy do Lois zadzwonił Raphael, aby wracała do hotelu Dumort.
- Na pewno sama trafisz- zapytała po raz kolejny Lois.
- Tak. Mówiłam ci już. W końcu jestem Nocną Łowczynią.- powiedziała Zuza i posłała jej szeroki uśmiech.
- Dobra, to ja lece. Pa! - powiedziała Lois.
- Pa!- powiedziała Zuza, a po chwili jej przyjaciółka zniknęła jej z oczu.
Zuza wypaliła sobie kilka run, na wszelki wypadek. Dziewczyna postanowiła iść przez park przez co szła już jakiś czas. Odkąd Zuza wyszła z parku czuła, że ktoś ją śledzi. Gdy po dłuższym czasie ciągle była śledzona postanowiła działać. Skręciła szybko w zaułek i przygotowała się do ataku. Wyjęła serafickie ostrza i zaczęła atakować napastnika, który okazał się demonem. Po chwili nocna łowczyni został otoczona czterema demonami. Zaczęła się walka. Dziewczyna cięła demony serafickimi ostrzami. Jeden z demonów niespodziewanie zaatakował ją od tyłu. Zrobiła unik, ale niewystarczająco szybko by uniknąć ciosu demona, który przeciął jej skórę na ramieniu i policzku. Wbiła w niego serafickie ostrze, a stwór po chwili zniknął. Następnego trafiła sztyletem i rozpłynął się w powietrzu. Dwa ostatnie zabiła wbijając im ostrze w samo serce. Wyszła z zaułka z lekko zranionym policzkiem i rozoranym ramieniem. Jej ubranie było w niektórych miejscach rozdarte i całe zakrwawione. Zuza nie miała czasu wypalić sobie runy leczącej, ponieważ w każdej chwili mogło pojawić się więcej demonów. Gdy dotarła do instytutu było już grubo po północy. Niebieskooka modliła się w duchu, aby nie spotkać nikogo w drodze do pokoju. Wjechała windą i udała się do swojego pokoju. Na jej szczęście nikogo nie spotkała w drodze do swojej sypialni. Kiedy weszła do pomieszczenia było ciemno. To dobrze. Jonathan pewnie śpi. Pomyślała. Niestety pomyliła się. Po kilku sekundach w pokoju rozbłysło światło i ujrzała Jonathan'a leżącego z zamkniętymi oczami na łóżku. Trzymał w ręku kamień runiczny. Zuza miała nadzieję dojść do łazienki zanim chłopak postanowi otworzyć oczy.
- Wiesz, że właśnie zamierzałem iść spać? U was to wrodzone, że budzicie kogoś zawszę wtedy, kiedy akurat zamierza spać?- zapytał Jonathan z wyrzutem. I otworzył oczy aby na nią spojrzeć. No i jestem ugotowana... Pomyślała. A chłopak poderwał się natychmiast z łóżka, gdy zobaczył ją w całej okazałości.
- Co ci się stało?- zapytał i zaczął oglądać jej ranę na ramieniu.
- Powiem ci jeśli przysięgniesz na anioła, że mój brat się o tym nie dowie.-powiedziała i syknęła z bólu, kiedy białowłosy dotknął rany.
- Niech będzie, ale dlaczego miałby się nie dowiedzieć?- zapytał patrząc jej w oczy.
- Jeśli się dowie zaczną się niepotrzebnie pytania, wywody i dowie się cała moja rodzinka, a to mi nie jest potrzebne.
- Jak chcesz.- powiedział i zaczął mówić słowa przysięgi, poczym przyłożył stelle do jej skóry, rysując iratze.
- A więc do Lois zadzwonił Raphael, że musi wracać do Dumort. Chciała iść ze mną, ale stwierdziłam, że sobie poradzę sama. Poszłam przez park, jak wychodziłam złapałam ogon. Nie odczepili się więc skręciłam w załułek, a tam otoczyły mnie cztery demony. Jeden zaatakował mnie od tyłu i drasnął w ramie. Zabiłam je i wróciłam do instytutu. To tyle. - powiedziała i wzruszyła ramionami.
- Drasnął cię w ramie?!- zapytał lekko wkurzony Jonathan.
- Dziewczyno, masz rozorane ramię!- krzyknął na nią Jonathan.
- To tylko draśnięcie. Chyba nigdy nie widziałeś rozoranej skóry.- powiedziała mu zaczynając się już naprawdę wkurzać.
- A to co mam na ramieniu to lekka rana! To co mam na plecach  zostało mi pa prawdziwym rozoraniu !- krzyknęła Zuza i pokazała chłopakowi okropną bliznę ciągnącą się wzdłuż kręgosłupa. Gdy przejechał po bliźnie palcem dziewczyna ledwo słyszalnie syknęła z bólu, ale Jonathan to usłyszał.
- Nadal boli? Skąd ja masz? - zapytał delikatnie Jonathan, jakby cała złość w jednej chwili wyparowała.
- Nie chcę o tym mówić.- powiedziała Zuza .
- Wiesz, że możesz mi zaufać?- zapytał Jonathan.
- Teraz już tak.- odpowiedziała cicho ale na tyle głośno by ją usłyszał.
- Dziękuję. - powiedziała dziewczyna, a Jonathan ją przytulił.
- Nie ma za co.- odpowiedział, a Zuza oddała uścisk.
_____________________________________________
Oto i nowy rozdział. Mam nadzieję, że się spodobał. Rozdziały będą się pojawiać mniej więcej raz w tygodniu.










czwartek, 5 października 2017

Rozdział 2

Zuza poczuła lekkie mrowienie w całym ciele, a po chwili dopadło ją uczucie spadania. Zanim się obejrzała stała przed instytutem w Nowym Jorku. Budynek był zbudowany w stylu gotyckim. Nie zrobił na niej dużego wrażenia, zważywszy na to, że już w nim była, w przeciwieństwie do jej brata, który patrzył się na budowlę z zachwytem wymalowanym na twarzy.
- Idziemy?- zapytała brata wyrywając go z zamyślenia.
-Tak, chodźmy.
Już mieli przekraczać bramy instytutu, gdy z budynku wyłoniła się dobrze znana im postać.
- Izzy!
-  Zuza!- krzyknęły w tym samym czasie, po chwili już się ściskały.
- Cześć, Iz
-Cześć, Jace- teraz Isabelle ściskała Jace'a.
- Wchodźcie do środka, poznacie Clary i Jonathan'a, mówiłam wam o nich...- rodzeństwo Herondale spojrzało na Isabelle jakby była obłąkana.
- naprawdę nic wam o nich nie mówiłam?- oboje pokręcili przecząco głowami.
-Hyymm, no dobrze opowiem wam po drodze.
                                  ***
- Powinna już być. - powiedział zniecierpliwiony Jonathan.
- Jeśli dobrze się domyślam kim będą tajemniczy goście to Isabelle zaprowadzi ją do swojego pokoju i długo stamtąd nie wypuści.- powiedział Alec, siedząc na parapecie.
- Ją? Dlaczego Izzy nam nie mówi kto to, przecież...- urwała Clary słysząc śmiech dobiegający z korytarza.
Kilka sekund później drzwi do biblioteki otworzyły się ,a w wejściu stanęła Isabelle z jakimś chłopakiem i dziewczyną.
- Wiedziałem!- wykrzyknął Alec i zszedł z parapetu, gdy zobaczył tamtą dwójkę.
- Co wiedziałeś?- zapytała niebieskooka.
- Że to wy będziecie "tajemniczymi" gośćmi Isabelle.- zrobił cudzysłów w powietrzu. Dziewczyna spojrzała na Isabelle niedowierzaniem, a Izzy wzruszyła ramionami.
- No dobra chodź tu do mnie - powiedział i przytulił dziewczynę poczym podszedł do chłopaka o błąd włosach.
- No nareszcie raczyłeś odwiedzić swojego parabatai.- Powiedział ciemnowłosy i uściskał blondyna.
- Mi też miło cię widzieć Alec.- powiedział blondyn na co brązowowłosa parsknęła śmiechem.
- Jestem Zuzanna Herondale, a to mój brat Jace. - przedstawiła się Zuza i wskazała na Jace'a.
- Jonathan Morgenstern, a to Clary , moja siostra. - przedstawił się białowłosy, cały czas patrząc się na dziewczynę. Odkąd weszła do biblioteki nie mogę oderwać od niej wzroku, co się ze mną dzieje!?
-Gdzie Maryse? - zapytał Jace.
- Pewnie w swoim gabinecie - odezwała się w końcu Isabelle- bacznie obserwując Jonathan'a i Zuze .
- Chodźcie, poznacie resztę- odezwał się Alec i zaczął kierować się w stronę drzwi ,a Zuza i Jace podążyli za nim.
                                     ***
Gdy weszli do salonu, ujrzeli piętnaście par oczu zwróconych prosto na nich. Alec szybko wszystkich nam przedstawił, poczym zaprowadził nas do gabinetu Maryse, aby przydzieliła nam pokoje. Od Alec'a dowiedzieli się, że mają być dwuosobowe. Kiedy cała trójka znalazła się przed drzwiami gabinetu, ciemnowłosy zapukał kilka razy poczym wpuścił ich do środka, jednocześnie odchodząc z tego miejsca.
- A ty gdzie się wybierasz? - zapytała lekko zirytowana zachowaniem chłopaka Zuza.
- Eeeee... No wiesz... Bo.. bo ja muszę coś pilnie załatwić.- odpowiedział Alec szczęrząc się.
- I tak ci nie wierze, ale niech ci będzie- powiedziała coraz bardziej zirytowana. Coś pilnego do załatwienia? Już widzę te jego pilne sprawy. Jak stąd wyjdę to się policzymy.
- Idziesz? - ponaglił ją Jace.
- Tak, chodźmy.- powiedziała i weszli do środka.
- Witajcie!
- Witaj Maryse.- powiedział Jace.
- Co was do mnie sprowadza?
- Przyszliśmy w sprawie pokoi...- zaczął blondyn, ale Maryse mu przerwała.
- A tak. Pokoje jak już pewnie wiecie od Alec'a są dwuosobowe. Chcecie mieszkać razem czy jest wam to obojętne?
- Wolelibyśmy...- zaczęła Zuza, ale Jace jej przerwał.
- Oddzielnie.- dokończył jej brat. ...Razem poprawiła go w myślach poczym zaszczyciła go wzrokiem, który gdyby mógł zabijać, zabiłby go już trzy razy.
- No dobrze, więc Jace, ty zamieszkasz z Clary, a Zuza z ...- urwała Maryse. Proszę, z Izzy. Proszę, z Izzy. Modliła się w myślach Zuza.
- ... Jonathan'em- dokończyła, a Zuza miała ochotę rzucić się na Jace'a i zakończyć jego marny żywot.
- Dobrze, dziękujemy Maryse. My już pójdziemy. - powiedziała Zuza, a odwracając się w stronę drzwi rzuciła bratu spojrzenie mówiące: ,,Jak stąd wyjdziemy to się z tobą policzę."
                                      ***
Po wyjściu z gabinetu Maryse wszystko potoczyło się tak szybko, że Jace nawet nie zauważył jak został przyparty do ściany naprzeciwko i lekko podduszony przez siostrę, którą patrzyła się na niego z furią w oczach.
-Ej. O co ci chodzi?! - wydarł się Jace .
- O to, że będę mieszkać z gościem,którego nawet nie znam, a ty mi coś obiecałeś zanim tu przyjechaliśmy! - wykrzyczała mu w twarz, a on tylko poczuł coraz bardziej narastającą w niej furię. I wtedy go olśniło. No jasne obiecałem, że będziemy trzymać się razem.  Ona mi tego nie daruje. Pomyślał i zrobił przepraszają minę.
- Przepraszam. - powiedział ledwo słyszalnie. Jego siostra zawsze tak na niego działała. Za każdym razem gdy na niego krzyczała, brakło mu słów w ustach.
- Ostatnie słowo? - zapytała obojętne i przez chwilę Jace miał wrażenie, że ona naprawdę go udusi. Zrobił przerażoną minę, a jego siostra gdy to zobaczyła parsknęła śmiechem, tym samym wychodząc ze swojej roli bezwzględnej siostry gotowej go zabić za najmniejsze przewinienie. Po chwili już oboje się śmiali.
- Wiesz że ci tego nie odpuszczę?-zapytała dalej się śmiejąc.
- Wiem.- odparł także się śmiejąc Jace.
- Co tym razem? Wlejesz mi kleju do żelu do włosów?- zapytał i parsknął śmiechem, a Zuza mu zawtórowała.
- Zapamiętam.- odpowiedziała dziewczyna trochę się uspokajając.
- Mam nadzieję, że nie mamy pokoi na dwóch końcach instytutu, bo wtedy to już naprawdę ci coś zrobię. - powiedziała brązowowłosa.
- Ja też mam taką nadzieję. - odparł Jace i oboje znów wybuchli śmiechem.
_____________________________________________
Witam z nowym rozdziałem mam nadzieję, że się spodobał. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to niebawem pojawi się nowa postać.
Zachęcam do komentowania. 😉😉




poniedziałek, 2 października 2017

Rozdział 1

Rodzeństwo Herondale zastało w jadalni Celine, Stephen'a i Amatis w trakcie dość żywej rozmowy. Dla Zuzy obecność swojej mamy na śniadaniu była dość zaskakująca, ponieważ rzadko bywała w domu Herondale'ów. Dziewczyna bardzo często widywała się z matką, ale najczęściej zdarzało się to u Amatis w domu, a teraz wszyscy jakby nigdy nic siedzieli i rozmawiali przy stole.
- Wszystko w porządku?- zapytała Zuza.
- Tak. -uspokoiła ją Amatis- Mamy wam tylko coś ważnego do powiedzenia.
- Ktoś umarł? - zapytała dziewczyna na co ojciec zmierzył ją wzrokiem, a Jace zaśmiał się cicho.
- Nie, nikt nie umarł- odparła z lekkim śmiechem Celine.
- Chciałbym wam powiedzieć...- zaczął nie pewnie ich ojciec, jakby bał się reakcji ze strony dzieci.- że jutro z samego rana wyjeżdżacie do instytutu w Nowym Jorku.
-Ahaaaa- zaczął niepewnie Jace, przeciągając samogłoski.
- Dlaczego dopiero teraz się o tym dowiadujemy? - zapytała zaczynając się lekko denerwować. Co oni knują? Coś musi być na rzeczy jeżeli mówią nam o tym tak późno. Spojrzała na brata, ale on tylko wzruszył ramionami. Czyli on też nie wie. Cudnie.
- Idźcie się spakować, jutro z samego rana zostaniecie przeniesieni przez portal do instytutu, a teraz usiądźcie.- rodzeństwo posłusznie usiadło.
                                    ***
 Resztę śniadania zarówno Zuza jak i Jace spędzili w ciszy.
Po skończonym śniadaniu oboje poszli się pakować. Spakowana już Zuza poszła do bardzo znanego jej pomieszczenia na przeciwko jej pokoju jakim był pokój Jace'a. Weszła jak zawsze bez pukania.
- Hej - powiedziała zastając brata tonącego w ubraniach.
- Hej. Ty już spakowana? - zapytał wyłaniając się z szafy.
- Tak, a ty nie?
- Yyyyyy... nie.- odpowiedział patrząc na ubrania porozwalane na podłodze.
- Czekaj, pomogę ci.- odparła, kucając obok blondyna.
- Wiesz o co może im chodzić z tym wyjazdem?- zapytała składając ubrania i wkładając je do walizki.
- Nie mam pojęcia. Myślałem, że może ty coś wiesz, ale najwyraźniej wiesz tyle co ja.
- Najwyraźniej.- mruknęła pod nosem- Ale obiecaj mi, że jak już tam dojedziemy to będziemy trzymać się razem.
- Obiecuje.
                                     *** 
Następnego ranka spakowane już rodzeństwo poszło do salonu czekając na zaprzyjaźnionego czarownika Magnusa Bane'a, który miał przenieść ich przez bramę.
- Ile można na niego czekać? Powinien już być!- zniecierpliwił się Jace.
- Spokojnie. Zaraz będzie. - uspokajała go siostra.
- Już jestem pączuszku, nie gorączkuj się tak.- usłyszeli rozbawiony głos czarownika.
- Pączuszku?!- prychnął wyraźnie zirytowany nowym określeniem Magnusa, blondyn, a jego siostra tylko zachichotała.
- Witaj Magnusie.
-Witaj biszkopciku.- odpowiedział dziewczynie czarownik, a ona tylko kątem oka zauważyła triumfalny wzrok brata.
- No dobra koniec tego dobrego, biorę się do roboty.- powiedział i zaczął tworzyć bramę. 
Zuza i Jace pożegnali się z rodziną i przeszli przez bramę trzymając się za ręce.
_____________________________________________
Witam z kolejnym rozdziałem! Jeśli się spodobał to zostaw komentarz. 😉😊

                  


niedziela, 1 października 2017

Prolog

Prolog

Cześć! Nazywam się Zuzanna Herondale, jestem córką Amatis i Stephen'a Herondale, oraz przyrodnią siostrą Jace'a Herondale'a. Mam 17 lat. Mieszkam w Idrysie w rezydencji Herondale'ów razem z ojcem, jego żoną i młodszym bratem- Jace'm. Jestem zwyczajną Nocną Łowczynią, a przynajmniej do tej pory tak myślałam. Wyglądem przypominam raczej mamę. Mam brązowe lekko falowane włosy do ramion i niebieskie oczy. Nie jestem zbyt wysoka.
Moja historia zaczyna się tu w rezydencji Herondale'ów. Kiedy to mój brat obudził mnie na śniadanie.
   -Wstawaj!- Jace wydarł się na cały pokój próbując po raz kolejny mnie obudzić,co szło mu z marnym skutkiem.
-Zaraz. Po co właściwie budzisz mnie tak wcześnie!?- warknęła przez poduszkę.
-Ojciec chce nas widzieć na wspólnym śniadaniu.
-Od kiedy my jemy wspólne śniadania?- wyczołgała się z łóżka zaciekawiona . 
-Nie wiem, ale rusz się bo powiedział ,że mamy być na dole za godzinę i ,że masz się ładnie ubrać- już miał wychodzić ,gdy przed samymi drzwiami odwrócił się w stronę siostry.
- Co jeszcze?- prychnęła zirytowana.
-Nic tylko zostało ci pół godziny- oznajmił z wrednym uśmieszkiem.
- Co?! Przecież ojciec mówił, że mam godzinę!
-To było pół godziny przed tym jak zwlekłaś się z łóżka.-  Zuza prychnęła tylko zirytowana i rzuciła w brata poduszką, którą Jace oberwał w twarz .
-Teraz to przegiełaś - powiedział poczym oddał dziewczynie .
W pokoju młodej Herondale rozgrywała się prawdziwą wojna na poduszki . Co chwilę któreś z rodzeństwa spadało z łomotem z łóżka, albo trafiając jedną z poduszek w jakiś szklany przedmiot rozbijając go na kawałki. Właśnie jeden z pocisków wymierzonych przez Zuze leciał w stronę drzwi ,gdy te nagle się otworzyły . W wejściu do pokoju dziewczyny stanął ich ojciec ,który w momencie kiedy rodzeństwo spojrzało w jego kierunku oberwał poduszką w sam środek twarzy. Wtedy oboje już nie wytrzymali i wybuchli śmiechem, a ich ojciec im zawtórował.
-Co tu się stało?- zapytał Herondale, rozglądając się po pokoju- Twój pokój wygląda jakby przeszło przez niego tornado.
-To on!
-To ona!- odpowiedzieli w tym samym czasie, poczym wybuchli śmiechem.
-Dobrze posprzątajcie tu i przyjdźcie na śniadanie. Mam wam coś ważnego do powiedzenia- powiedział i wyszedł, a rodzeństwo tylko spojrzało po sobie.
_____________________________________________
Mam nadzieję ,że rozdział się spodobał, i przepraszam ,że taki krótki ale nie chciałam pisać na siłę, bo przecież nie o to tu chodzi i życzę miłego dnia .

Hej
  Jeśli chodzi o mnie to jest mój pierwszy blog,więc jak coś będzie nie tak to napisz mi o tym, proszę.
  Przechodząc do historii ,którą rozpoczynam na tym blogu ,to zastanawialiście się kiedyś co by było gdyby Jace miał przyrodnią siostrę? Tak też sądziłam. A więc ta historia będzie opowiadać właśnie o niej ,o córce Amatis Herondale, Zuzannie Herondale.
   Z góry dziękuję, Zielona.💖